• PL
  • EN
  • szukaj

    Aktualności

    List smutnego przedsiębiorcy



    17.11.2015

    Podobnych historii znamy wiele. Państwo także. Sprawy ciągną się latami. Wiele z nich kończy się tragicznie. Wyczerpują, wyniszczają – zarówno przedsiębiorców, jak i ich firmy. Przedsiębiorca zawsze jest traktowany jak przestępca (co z zasadą domniemania niewinności? – pytamy). Ile podobnych przypadków musi się jeszcze zdarzyć, by ruszyła lawina zmian?

    Pani Marzena Laszczak, właścicielka firmy Marema (wyraziła zgodę na upublicznienie wizerunku) napisała do nas dramatyczny list, w którym pisze o bezskutecznym od ponad dwóch lat ubieganiu się o należny zwrot VAT (1,5 mln na dzień 30 maja 2013 r.) w Urzędzie Skarbowym Oświęcim.

    Polecamy uwadze list, w którym opisuje swoją sytuację.

    ***

    Pani Marzena pisze:

    „Młodzi Polacy należą do najbardziej przedsiębiorczych w Europie. To nasz ogromny kapitał, który musimy umiejętnie wykorzystać” – mówiła Henryka Bochniarz, Prezydent Konfederacji Lewiatan o Raporcie: „Przedsiębiorczość na świecie 2013” firmy Amway, według którego ponad cztery piąte młodych Polaków (81%) wykazuje pozytywną postawę wobec pracy na własny rachunek. Powyższy cytat pochodzi z poradnika dla nowo powstałych firm: „Jak zostać i pozostać przedsiębiorcą” [1].

    Mam 38 lat, dwoje dzieci, kredyt we frankach szwajcarskich. Mam również dom i firmę. Dom 15, a firmę 20 kilometrów od Urzędu Skarbowego w Oświęcimiu.

    W 2011 roku Państwo Polskie, jego agencje, administracja rządowa i mniejsze jednostki lokalne (burmistrzowie, urzędy pracy) nawoływali do zakładania własnej działalności, ponieważ … (w tym miejscu wymieniane były same superlatywy), a formalności załatwisz w jednym okienku – zachęcali.

    I stało się – ufna tym nawoływaniom i z wiarą we wsparcie Państwa Polskiego założyłam własną firmę. Na początku z pomocą jednego pracownika, ale już z koniecznością zaangażowania biura księgowego. Najpierw we własnym domu. Słowem – powoli. W 2012 roku było już lepiej, bo jak mówią „małe sukcesy dodają skrzydeł do większych wyzwań”. Zatrudniłam kolejnych pracowników (stawiałam na młodych, którym trzeba dać szansę – średnia wieku 30 lat), poszukiwałam i znajdowałam ludzi ambitnych, chętnych do pracy i gotowych do wyzwań, ale szanujących się nawzajem. Firma rozwijała się super. Nawiązaliśmy współpracę z podmiotami z Włoch, Słowacji, Słowenii, Holandii, Austrii, czy Niemiec. Już jako zespół tworzący firmę byliśmy tak dumni, że pracownicy zaproponowali, byśmy zgłosili się do Gazeli Biznesu. Powiedziałam skromnie „Ech, poczekajmy jeszcze, są dużo lepsi”.

    Dopóki nie miałam z czymś do czynienia bezpośrednio, dotyczyło mnie to połowicznie. Było jakby obok, takie ze słyszenia w radio, telewizji, czy przeczytane w Internecie. Sygnały, że to Państwo Polskie, ta Moja Ojczyzna, ma „swoiste” nastawienie do obywateli, podatników docierały do mnie powoli. Nadal ufna w to, że to Mój Kraj robiłam swoje. Ale są sytuacje, gdy jestem, znalazłam się w centrum takich wydarzeń, że przeniknęło to aż na wskroś mnie, moją rodzinę i moich bliskich. Dopadła mnie maszynka zwana Fiskusem, czyli potężna niszcząca siła w postaci Ministra Finansów i jego urzędników skupionych w Ministerstwie, izbach i urzędach skarbowych oraz urzędach kontroli skarbowej. Maszyna, którą dziś widzę jako całkowicie oderwane od rzeczywistości monstrum, funkcjonujące w odrealnionej rzeczywistości i nastawione na jeden cel „udowodnić, że każdego uczciwego można zrobić oszustem, a jak się to nie uda od razu, to trzeba go zamęczyć, aż padnie – a wtedy wystarczy powiedzieć, że był oszustem – i tak się już nie podniesie, i tak się już nie obroni”. To przerażające oblicze tego Mojego Państwa Polskiego, którego niestety doświadczam.

    Zaczęło się tak. W 2012 roku wystąpiłam o zwrot nadpłaconego podatku VAT – dostałam. W 2013 roku moja działalność również spowodowała, iż ostatecznie zwróciłam się do Urzędu Skarbowego w Oświęcimiu o zwrot nadpłaconego podatku VAT, tym razem za trzy miesiące. Z góry świadoma tego co spotyka innych podatników, spodziewałam się kontroli, bo i kwota, o jaką wystąpiłam była niemała – łącznie około 1,5 mln zł na dzień 30 maja 2013 r. Miałam otrzymać pieniądze w dużej mierze na dalszą działalność, a tu nic. Cierpliwie, sumiennie i solidnie – od początku kontroli przywoziliśmy dokumenty, jak to mówią „w zębach”, żeby wszystko szło sprawnie i bezproblemowo. Również sami kontrolujący mieli udostępnione dogodne warunki, w tym odrębne pomieszczenie, żeby w spokoju mogli zająć się sprawą weryfikacji dokumentów. Czas to pieniądz, więc maksymalnie staraliśmy się ułatwić wykonywanie wszelkich czynności. Nie mając nic do ukrycia, działając uczciwie, nie mieliśmy też obaw co do wyników kontroli. Jako firma ufaliśmy, że oczywiście wszystko zostanie sprawdzone i następnie otrzymamy należne środki. I tak minęły już ponad dwa lata odkąd Urząd Skarbowy w Oświęcimiu przeprowadza w mojej firmie kontrolę i to pomimo, iż ma świadomość, że nie jesteśmy firmą, która wyłudza VAT, czy w jakiś inny sposób działa nieuczciwie. Pani Naczelnik Urzędu Skarbowego w Oświęcimiu powiedziała, że moja firma ma nawet fanów w tym Urzędzie (to była chyba forma pocieszenia). Mówiła też, że „nic nie znaleźli przeciwko mojej firmie i nic do mojej firmy nie mają, ale zwrot jest niemożliwy, bo trwa kontrola, sprawa jest rozwojowa. Znaleźli wśród firm, z którymi współpracowałam firmy karuzelowe i boją się wypłacić mi zwrot”. No ale chwila – moje dokumenty są w porządku, ponad dwa lata sprawdzania mojej firmy i transakcji nie wykazały nieprawidłowości po mojej stronie, a Urząd „BOI SIĘ” wypłacić mi zwrot VAT? Pytam – dlaczego? Sądziłam, że zasady zwrotu nadwyżki podatku VAT są jasno określone przepisami, to chyba ostatni raz kiedy w stosunku do polskich przepisów użyłam sformułowania „jasno”. Przepisy, które przecież tworzone są dla nas wszystkich i powinny być proste i jasne dla nas wszystkich – takie nie są. W zamian za to na przykład przepisy podatkowe są niezrozumiałe, niejasne, nieustannie modyfikowane i to w sposób ostatecznie tak okrutny dla przedsiębiorców. Okazuje się, iż w praktyce nie ma żadnego terminu, który zmobilizowałby organy podatkowe do prężnego działania, by w możliwie krótkim, czyli rozsądnym czasie zakończyć weryfikację dokumentów. Dziś moja firma zamiast skupić uwagę na działalności biznesowej, musi mnóstwo sił i środków poświęcić na to, by otoczyć się księgowymi, prawnikami i innymi ekspertami, bo nic nie jest proste w prowadzeniu działalności gospodarczej w tym kraju. Prawnicy piszą przykładowo o potrzebie zmiany przepisów dotyczących zwrotu VAT. Padają takie propozycje: wypłacić i prowadzić kontrolę (w razie czego zażądać zwrotu wymaganej kwoty); wyznaczyć termin kontroli na ostatecznie określony; traktować normalnie podatników, którzy wywiązują się z poleceń organów podatkowych, którzy z nimi wręcz współpracują dla dobra Skarbu Państwa i rynku, na którym muszą ci podatnicy funkcjonować każdego dnia.

    „Możliwość przedłużenia zwrotu powstaje, jeśli zasadność zwrotu podatku wymaga dodatkowego sprawdzenia” – argumentuje Jerzy Martini. Dodaje, że „przepis ten, który powinien być wykorzystywany w szczególnych przypadkach jest powszechnie nadużywany i w praktyce termin zwrotu jest przedłużany również w sytuacjach standardowych.” Mam wrażenie, że utrzymywanie tzw. podejrzenia jest Urzędowi Skarbowemu na rękę, bo urzędnicy nigdy nie byli zainteresowani otrzymaniem od nas dodatkowych dowodów jakie gromadzimy (typu zdjęcia z przyjęcia towaru na magazyn i z wywozu towaru, zdjęcia i nagrania z monitoringu w firmie), nie chcą także przesłuchiwać świadków wskazanych przez nas.

    Myślę, że dla Urzędu Skarbowego w Oświęcimiu nie jest ważne czyje blokują pieniądze. Jeśli nie potrafią wyegzekwować pieniędzy od firm wyłudzających VAT lub działających w inny sposób nieuczciwie, to egzekwują je od takich firm jak moja, trzeba tylko drążyć temat, aż cokolwiek się najdzie, a jak nie, to i tak padną i będzie po sprawie, tak jak inni padali.

    Dla Urzędu Skarbowego wystarczy, że w jakimś piśmie pojawi się, iż „zachodzi podejrzenie”. To uruchamia całą maszynkę, której celem teraz będzie udowodnienie z góry założonej tezy, jak w tym powiedzeniu z czasów PRL – „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Sprawę należy ciągnąć w nieskończoność, bo może coś uda się danej firmie przypisać. Nawet jeśli to „podejrzenie” okaże się całkowicie nieuzasadnione, to i tak udowodnienie niewinności pozostanie po stronie firmy i potrwa co najmniej kilka lat. Znane przypadki pokazują, że błędy w postępowaniu Fiskusa były stwierdzane po latach walki, tych którym starczyło sił i środków. To swoiste poczucie bezkarności urzędników przeraża. Ich działania, a częściej bezczynność, przewlekłość i zaniechania mają niebagatelny wpływ na losy wielu ludzi, ich rodzin. Skutki są często nieodwracalne. Bo dziś na rynku firmy nie mogą sobie pozwolić na trwanie w zawieszeniu po kilka tygodni, a co dopiero miesięcy czy – jak w moim i nie tylko moim przypadku – lat.

    Takie wciąż odnoszę wrażenie. A może przedsiębiorca, właściciel firmy nie wytrzyma – zbankrutuje, załamie się i odpuści (samobójstwo – bo i takie przypadki są znane, a podobne myśli kołaczą się po głowie), a przecież urzędnicy czy urzędy nie odpowiedzą za całą sytuację – nigdy nie odpowiadają, gdyż od Państwa jest na to przyzwolenie, a są nawet naciski na takie działanie Urzędów Skarbowych w Polsce.

    To smutne i przykre, że w tym kraju ludzie generalnie boją się Państwa, boją się urzędników,
    a w szczególności boją się Urzędów Skarbowych. Urzędy przedstawiają się w mediach jako instytucje przyjazne podatnikom (firmom), ale w zderzeniu z rzeczywistością pokazują „paragrafowe” oblicze. Dają nadzieję słownymi obietnicami, które odwołują oficjalnym pismem z pieczątką naczelnika. Zwodzą zasłaniając się przepisami lub nakazami odgórnymi. Niestety taki jest powszechny obraz, nie jesteśmy jedyną firmą z tym problemem. Rozmawiamy z zaprzyjaźnionymi właścicielami, którzy potwierdzają przedłużające się kontrole, powodujące powolny paraliż naszych działalności. Pewien prawnik poradził mi nawet, bym przeniosła firmę do dużego miasta, bo wtedy będę anonimową małą „firemką” wśród wielu firm, a tutaj jestem „na celowniku”, jako ktoś duży.

    Spróbowałam sama zająć się sprawą zwrotu, bez biernego oczekiwania na wynik. Spotykałam się z Naczelnikiem i pracownikami. Otrzymywałam kolejne słowne zapewnienia, że kontrola dobiega końca, że do dwóch miesięcy otrzymam zwrot. Złożyłam skargę na opieszałość i przedłużanie kontroli prowadzące do paraliżu mojej firmy do Izby Skarbowej. Skarga została odrzucona, bo Izba Skarbowa nie dopatrzyła się złej woli i opieszałości urzędników w prowadzeniu sprawy i uznała za bezzasadne moje pismo. Ja naprawdę wierzyłam w słowa urzędników, dopóki nie dostałam pisma – najpierw z Urzędu Skarbowego w Oświęcimiu, że mam kolejne przedłużenie zwrotu VAT, a potem w rozmowie z kierownikiem w US, „że mogę się poskarżyć znowu albo dać pod zastaw majątek, a wtedy dostanę zwrot.” Wiem, że mogę dać w zastaw majątek, ale kto by dał swój dom i samochód, by pożyczyć swoje pieniądze?! Ponadto cały ten majątek już jest obciążony przez banki, bo aby dalej funkcjonować zostałam zmuszona przez Urząd Skarbowy w Oświęcimiu do zaciągnięcia ogromnych kredytów. Dziś środki finansowe, zamiast na działalność, muszę przeznaczać na prawników, odsetki, prowizje bankowe itp. Teraz współpracuję z firmą z Krakowa, która specjalizuje się w przepisach związanych ze zwrotem VAT. Kosztuje to duże pieniądze, ale nie mam wyjścia. Firma ta uważa (jak ja i inni właściciele firm), że trzeba walczyć, choć walka jest nierówna i niesprawiedliwa, bo przedsiębiorcy zaczynają od pozycji PRZEGRANEGO (czytaj oszusta).

    Już na początku okazało się, że nie mam trzech segregatorów sprawy, jak mniemałam (bo tyle dostawałam do wglądu), tylko dziesięć!!! I to, że powinna być metryka sprawy pozwalająca szybko ocenić co na bieżąco jest załatwiane i wykonywane w sprawie. Niestety bez fachowców się nie obejdzie, nikt nie przebrnie przez zawoalowane paragrafami odpowiedzi urzędników. To w ogóle dziwne, iż oczekuje się ode mnie jako przedsiębiorcy, by na bieżąco (czyli z dnia na dzień) radził sobie z problemami, których wyjaśnianie zajmuje wyspecjalizowanym służbom kilka lat.

    Mówiąc kolokwialnie ryczeć mi się chce, ręce mi opadają i zaczynam żałować, że poniosła mnie wyobraźnia o kraju przyjaznym firmie. Jeszcze bardziej wyję, kiedy czytam kolejne artykuły o tym, że urzędy skarbowe otrzymały rekomendację Ministerstwa Finansów do zwrotu podatku VAT bez zwłoki i praktykowania przedłużania zwrotu TYLKO kwoty budzącej wątpliwości.

    Urzędy skarbowe w Polsce dumnie i głośno rzucają hasła typu: KARUZELA PODATKOWA, WYŁUDZENIA VAT-u, ZNIKAJACE FIRMY, STRATY PAŃSTWA Z TYTUŁU WYŁUDZENIA VAT, KOLEJNY SUKCES URZĘDU SKARBOWEGO W WALCE Z OSZUSTEM PODATKOWYM etc. Całkowicie bez echa pozostają w tym kontekście te wszystkie przypadki firm skrzywdzonych, firm zniszczonych wskutek poszukiwania tych oszustów. Metoda jaką obrał aparat państwa do walki z przestępcami prowadzi po trupach tych uczciwych. Sądzę, że Państwo zamiast ścigać prawdziwych oszustów, skupiło swoje wysiłki na dręczeniu tych uczciwych i małych, bo na dużego i oszusta Państwu Polskiemu po prostu albo brak sił, albo co nie jest wykluczone z tymi dużymi oszustami Państwo Polskie się dogadało, np. na kolacji w znanej restauracji przy winie i ośmiorniczkach.

    Na opinię publiczną cała ta nagonka na przedsiębiorców pewnie i działa, bo co ma pomyśleć przeciętny Polak, który haruje cały miesiąc, żeby związać koniec z końcem. Dostaje pod nos informacje radiowe, telewizyjne i prasowe, jak wielkie pieniądze zarabiają nieuczciwi podatnicy, jak szybko się bogacą i to kosztem właśnie tego biednego Polaka. Potem czytam komentarze do artykułów: „I dobrze, oszustom się należy” albo „Jeździ taki skur… vanem, musi kręcić, nikogo normalnego nie stać na takie auto” i wiele innych komentarzy, jeszcze bardziej odbiegających od rzeczywistości.

    Pewnie wśród wielu funkcjonujących firm są i te nieuczciwe. Zawsze sądziłam, że Państwo Polskie uchroni mnie przed nimi, że jest na tyle sprawne, iż błyskawicznie eliminuje z obiegu tych nieuczciwych. Dziś wiem, że to Państwo jest nieudolne w tej walce, to my uczciwi musimy sami się bronić i przed tymże Państwem i przed tymi nieuczciwymi podmiotami funkcjonującymi, jak się wydaje bez przeszkód w obrocie. Nikt pozostałymi uczciwymi firmami się nie przejmuje. Muszą sobie poradzić na obu frontach – walki z nieuczciwymi kontrahentami i z nieuzasadnionymi działaniami organów państwa.

    Nikt nie dba o to, żeby Ci uczciwi nie ucierpieli przez oszustów podatkowych? Jaka jest nasza wina  i odpowiedzialność z to, że w Państwie są nieuczciwe firmy, z którymi urzędy sobie nie radzą?

    Płaciłam i płacę wszystkie podatki, jak tylko mogę na czas i jestem dumna, że stworzyłam zespół, który nie tylko świetnie funkcjonuje na polskim rynku, ale podbija również ten europejski.

    W mojej firmie pracuje teraz może i tylko kilkanaście osób. Wiem jednak, że to kilka rodzin. To młoda załoga, więc te rodziny chcą się powiększać, pojawiają się kolejne dzieci, pracownicy myślą o własnych mieszkaniach, wszyscy mają kredyty i inne zobowiązania. Jestem dumna, że oni nie traktują mnie jak oszusta, który nic nie robi tylko się wozi „wypasioną furą”, trwoni pieniądze na przyjemności i czerpie garściami z życia.

    Widzą ile pracy, zdrowia i nerwów kosztuje budowanie firmy, ile stresu i zdrowia kosztuje każda kolejna decyzja banków, decyzja Urzędu Skarbowego, a właściwie ich brak.

    Moi pracownicy też tym żyją, siedzą w tym razem ze mną, są częścią tej firmy… i też nie potrafią tego zrozumieć.

    Ostatnio kolejne rozczarowanie to wyrok sądu krakowskiego, w którym to wyroku sąd w skrócie uznał, że „bardzo mu przykro, ale te dwa lata to wcale nie długo, no bo to takie skomplikowane i musi to trochę potrwać, bo przecież wszystkim nam zależy na eliminacji nieuczciwych podmiotów”. Tyle, że działania organów podatkowych i teraz jeszcze sądu prowadzą częściej do eliminacji tych uczciwych, a oszuści działają i mają się świetnie nie niepokojeni przez nikogo.

    To co mnie bardzo oburza w działaniu kolejnych organów państwa to fakt, że pomimo istnienia jednoznacznych dowodów autentyczności mojej działalności, na siłę próbuje się doszukać przysłowiowej „dziury w całym”, mozolnie poszukując jakiegokolwiek punktu zaczepienia, który potwierdziłby z góry założoną przez Urząd Skarbowy w Oświęcimiu tezę, że jestem oszustką.

    Na dzień dzisiejszy prawie całkowicie utraciłam chęć do prowadzenia działalności, jak również wiarę i optymizm, które miałam zakładając firmę. Nie zachęcam nikogo do zakładania działalności, wręcz przestrzegam przed podejmowaniem takiego „ryzyka”.

    Jest jeszcze wiele wątków i argumentów, które mogłabym poruszyć w tym liście, ale uważam, że na tym etapie wystarczy to, co jest tu poruszone. Cała ta sytuacja jest dla mnie i niestety całej mojej rodziny wielkim koszmarem i nawet jeśli w końcu odzyskam moje pieniądze, nikt nie wróci mi zdrowia, czasu i straconych nerwów.

    Wierzę jednak ostatkiem sił, że może coś się jeszcze odmienić, że ta Moja Ojczyzna zasługuje na mądrych ludzi u władzy, którzy wreszcie przerwą tę niszczycielską siłę. Liczę, że lektura tego listu przyczyni się choć trochę do poprawy warunków funkcjonowania tych, o których wszyscy pozornie się troszczą, czyli tych, którzy w tym kraju tworzą miejsca pracy, tworzą to słynne PKB, a wreszcie tych, których Konstytucja RP nazywa obywatelami, a których dobrem wspólnym jest Rzeczpospolita Polska.

     


    [1]Wydawnictwo: Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, 2013

    Dla członków ZPP

    Nasze strony

    Subskrybuj nasze newslettery